Załóż bloga Zaloguj się



Zaraz Roczek

bg1992 07 Kwiecień, 2017 06:08 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Jeśli chodzi o synusia, to ma już 11,5mies. Chodzi sam od miesiąca, mały z niego łobuz. Robi wszystko to co wie że mu nie wolno. Krzyczę, proszę ale on się śmieje patrzy w oczy i rozrabia. Ale kocham go nad życie. Nie długo roczek, ozdoby i zaproszenia już pokupywane. Kiedy to zleciało? Dokładnie pamiętam jak już był kwiecień a ja chodziłam z brzuchem. Wzruszam się. :)

A jeśli chodzi moją dietę, staram się ograniczać, raz się trzymam raz pozwalam sobiw. Od dziś planuję warzywny detoks, chociaż do czasu Świąt Wielkanocnych. No kurde, chciałabym wyglądać, ładnie? Normalnie.

Waga: 124kg. 


PoddałAm Się Ale Wracam.

bg1992 19 Marzec, 2017 17:58 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

No dobra, miałam zaparcie na diecie, ile? 2Tyg. Schudłam 3,5kg. Dnia 12.02. na imprezie pocholowałam sobie i tak się zaczeło. Wrócilam do starych zasad, a tak fajnie się zaczęło. A jesli chodzi o siłownie to niestety nie jest dane mi jeździć. Logistycznie i organizacyjnie nie dam rady. Dzis pomyślałam o treningach online. Zacznę od jutra i od braku kolacji dziś. Pragnę zrzucić chociaż 20kg do wakacji. Tak siedzęi myśle że jakbym utrzymała się od tego końca stycznia to już mineło by 2mies. Więc ile mogłam już zrzucić?!. To dziś się wydaje że ten czas wolno leci ale zanim się obejrzę to zaraz minie miesiąc, dwa. Za miesiąc roczek mojego syna, goście, sesje, nie fajnie by było trochę lepiej wyglądać?  Waga: 127kg. 


Jak Nie Dziś To Kiedy.

bg1992 24 Styczeń, 2017 07:46 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Mój synek skończył wczoraj 9mies. Wstaje wszędzie gdzie się da. Ogólnie to rozrabia już więc co to będzie dalej ;) Najważniejsze że zdrowo rośnie.

A co u mnie. Jestem załamana już swoją wagą. To co spadlo po porodzie to teraz 2x tyle przybralam. Tragedia, wczoraj usypiając zaczęłam się zastanawiać nad operacją zmniejszenia żołądka. Dziś rano zaczęłam o tym czytać i wiem że to operacja która nigdy nie daje 100u procentowej gwarancji powodzenia. Moja znajoma się wybiera na tą operację. Kiedyś była szczupła a ja z otyłością zmagam się od dzieciństwa. Całe życia byłam gruba. A moja psychika daje wiele do życzenia. Jeździłam po sanatoriach odchudzających. Moja waga wachała się już wtedy na granicy 89/90kg. Lecz z czasem przytyłam znowu. Chciałabym coś z sobą zrobić, mam dziecko więc mam dla kogo żyć i dla kogo być zdrowym. Ostatnio gorzej się czuję, skacze mi ciśnienie, o zadyszkach nie wspomnę. Cukru nawet nie mierzę, wcześniej nie miałam z nim problemu. Założyłam sobie w koncu tą siłownię, postanowiłam że daje sobię ostatnią szansę na schudnięcie. Jeśli mi się nie uda to wtedy pomyślę nad operacją lecz chciałabym jej uniknąć.  Poprostubsię boję że będę się męczyć nad schudnięciem a i tak wystarczy chwila poluzowania i odrazu będę przybierać. Przecież motywacje mam ale brakuje tej silnej woli. A może teraz jest ten czas? Moje marzenie? Pojechać kiedyś nad morze i w końcu móc ubrać kostium i bez wstydu przejśc po plaży, przecież z synem kiedyś będe musiała się wybrać więc bardzo bym nie chciała by było mu wstyd pokazać się z taką matką. Następna motywacja? Planujemy ślub, wiec fajnie by było móc wystąpić w pięknej białej sukni... Mam rodzinę więc to dla niej muszę się postarać, i dla swojego zdrowia. Kochani, zaczynam. "Jak nie dziś to kiedy?!" waga: 130kg. 


8mies.

bg1992 30 Grudzień, 2016 12:04 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Dziś jest 30.12 synek ma 8mies i 8dni. Jest bardzo żywym dzieckiem, nie posiedzi chwili spokojnie, raczkuję już od dawna, pomyślałam że muszę spisać wszystkie jego ważne daty. Mamy dwa ząbki! Zauważyłam że wyszły 6.12 dwie dolne pierwsze jedynki. Od kilku dni nawet staje już przy meblach, nie dowierzanie że ten czas tak szybko leci. Minęły już nasze pierwsze Święta, no i przyszedł też do niego Mikołaj, nie bał się tyle jego co śmiechu i krzyku. Chwilę później poszedł spać wykończony i zmęczony. ;)

Wracając do tego że synek jest bardzo żywym dzieckiem to ostatnio ktoś mi zwrócił uwagę że może oglądamy za dużo telewizji, gra on przez cały dzień więc nieuniknione jest że się na niego napatrzy. Postanowiłam że od dziś ogranicze to i włącze radio a nie tv. Zobaczymy jaki będzie efekt :)


6mc.

bg1992 02 Listopad, 2016 14:55 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Nasz synuś skończył 6mies., i zrobił się już z niego mały psotnik. Obracanie na brzuch i na plecy ma w małym paluszku, opanował to do perfekcji, takim sposobem przemierza pokój w zdłuż i w szerz. Ostatnio wywalił kwiatka, suwa krzesła i wyciągnął ścierki do kurzu które leżały dość nisko na segmencie. Ogólnie jeszcze nie raczkuje, nawet porządnie nie siedzi a już taki z niego rozrabiak. Zębów narazie nie widać, w nocy się budzi, czasami z płaczem więc oczekujemy że lada dzień coś się pojawi :)


5-O MiesięCzny Syn I Sercowe Rozterki.

bg1992 28 Wrzesień, 2016 12:44 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Synek skończył 5miesięcy, (kiedy to zleciało?). Już robi się z niego mały cwaniak, za to jest bardzo towarzyski, najlepiej jakby ktoś z nim cały czas siedział i bawił się lub na podwórku chodził i spacerował. Ma już spacerówkę więc wszystko już widzi. Zaczęliśmy przygodę z ząbkowaniem, co prawda nic jeszcze nie widać lecz zrobił się marudny i chwilę gorączkował przez trzy dni. Gdy sprawdzałam dziąsła okazało się, że ma opuchnięte ale przy kłach, a nie przy jedynkach. Ale słyszałam, że może być tak, że za nim te kły wyjdą to jedynki zdąrzą się wyrznąć. Dziś siedzimy cały dzień w domku, pogoda brzydka, wieje i pada, w końcu zaraz październik. Wczoraj za to było ładnie i słonecznie, co dzień inaczej.

 

Jakiś czas temu miałam myśli żeby zrobić wpis o dawnej miłości. O co chodzi? Kilkaaa lat temu, przyjeżdzał do  nas pewien chłopak, nazwijmy go A., tzn bardziej do moich rodziców pomagać przy gospodarce. Na początku mnie drażnili (przyjeżdzał z bratem), potem okazało się, że ten brat się we mnie podkochuje, jednak do mnie dotarło, że ja zato podkochuje się w A. tym starszym. Ogólne zamieszanie. Jego brat już wiedział że nic z tego nie będzie, ja liczyłam na to, że A. odgadnie moje uczucia. Zawsze wstydziłam odezwać się pierwsza, starałam się robić "podloty", kręcić się przy nim na dyskotekach, w moim domu. Nic z tego, ja kochałam się w nim do szaleństwa, gdy nie przyjeżdzał kilka dni to ja umierałam z tęsknoty. Rok mijaliśmy się na szkolnym korytarzu, za każdym razem biło mi szybciej serce. Gdy on znalazł sobie dziewczynę, myślałam że umrę ze smutku. Przyjeżdzał później jeszcze jakiś czas ale dotarło do mnie, że nic z tego nie będzie, może żeby wiedział co do niego czuję potoczyło by się inaczej. Wtedy wyobrażałam sobie, że już nigdy nie będziemy razem a gdy on kiedyś będzie się żenił to ja wpadnę do kościoła i go odbiję, całkiem jak w filmach... Od tamtej pory minęło już kilka lat, nasze drogi całkowicie się rozeszły, ja miałam kilku chłopaków, ale zawsze gdzies miałam w myślach A.  On wyjechał za granicę, z dziewczyną, zaczęli planować ślub. Ja też spotkałam swojego mężczyznę, on od początku wiedział, że to nie była miłość od pierwszego wejrzenia, zaczęliśmy się spotykać i uczucie przyszło z czasem. My jesteśmy ze sobą 7lat, więc A. ze swoją znacznie dłużej. Co prawda my jescze ślubu nie planujemy, pomimo, że mamy dziecko. Przyszedł dzień ślubu "mojego" A. byliśmy zaproszeni na wesele. Rodzice poszli, my nie. Zasłaniałam się tym, że już starczy nam tych imprez. Ale jaka była prawda? Przez cały ten dzień czułam się strasznie, powinnam się cieszyć, że mam swojego mężczyzne, mamy dziecko a tu dotarło do mnie, że do tej pory nie myślałam o A. a w dniu jego ślubu wyobrażałam sobie, że to ja stoję u jego boku. Miałam w sobie żal, to była moja pierwsza miłość, pierwsza niespełniona. Nie kocham go, kocham tego co dzielę z nim teraz życie, lecz w sercu zawsze zostanie. Pojechałam po rodziców po weselu, widziałam go, widziałam w koszuli, jako Pana Młodego. Miałam smutek w sobie tego dnia. Do końca życia zostanie cząstka jego w moim sercu, lecz nie wiem czy on się kiedyś o tym dowie. A ja cieszę się, on ma żonę, a ja mam narzeczonego i syna.


Po Porodzie I PowróT Do Domu.

bg1992 08 Wrzesień, 2016 14:14 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Godz. 7.55, mamy syna. Mi poleciały dwie małe łzy, wyobrażałam sobie wcześniej, że będe ryczeć jak bóbr, a tu nie, myślę że nerwy zrobiły swoje. Małego odrazu zabrali, po chwili przynieśli, przyłożyli mi do policzka, pamiętam jego delikatny dotyk buzi i chęć ssania mojej, taki był już głodny :) Co wtedy czułam? Nie pamiętam, było tyle nerwów, że nie wiem sama. Na pewno radość ale i strach co to dalej będzie, że to już koniec pewnej drogi, teraz wchodzę w inną, w roli matki. Położna zabrała go i powiedziała że za kilka minut zobaczymy się na górze. Pamiętam, że moment zszywania dla mnie trwał bardzo długo, widziałam co się działo w lampach i co chwilę zerkałam ile im jeszcze zostało. Strasznie bolała mnie szyja od płaskiego leżenia. Gdy zaczęło działać znieczulenie miałam straszny odruch wymiotny, a nie miałam czym ponieważ w czwartek zjadłam obiad i do rana nic. A następny posiłek to było śniadanie w niedzielę, czyli dwie doby po cesarce. A wracając na blok, gdy usłyszałam, że już koniec, ucieszyłam się. Przełożyli mnie na drugie łóżko, i jadę...widze tylko twarze z boku łóżka i kasetony na suficie. Najpierw jechaliśmy windą. Taki bezwład to było straszne uczucie, czułam tylko ręce. Wjechałam na swoją salę, małego odrazu przyłożyli mi do piersi, ja miałam zakaz ruszania się. Pomagali mi go przekładać i zmieniać podkłady. Około godziny 14. przyjechała mama z siostrą, obie miały łzy w oczach. :) Jedyne słowa które mnie zobalały to tekst narzeczonego: "to może ja już dziś nie będe przyjeżdzał skoro jest już ktoś", jak można nie chceć przyjechać zobaczyć własne dziecko? Do tej pory mam nadzieję, że on wtedy żartował. Ja chyba bym zrobiła wszystko by móc jak najszybciej przyjechać do własnego dziecka, a jemu udało się dopiero ok godz 18.30. O godz. 16. pierwszy raz wstałam, ból okropny, nie porównywalny do niczego. Gdy wstałam chlusneła ze mnie krew, salowe śmiały się że one są przyzwyczajone a ja czułam się skrępowana. Poszłam pod prysznic, salowa mi pomogła się umyć i przebrać w czystą koszulę. Każde następne wstanięcie to był okropny ból, myślałam sobie, że z każdym dniem będzie lepiej. Tatuś przywiózł bukiet kwiatów, nie bał się wziąć pierwszy raz na ręce. Pierwsze dwie noce synek przespał elegancko, co prawda w moim łóżku, więc ja o wyspaniu nie miałam co mówić ale nie było źle. A noc trzecia i czwarta, to był ciągły płacz do rana, strasznie, miałam ochotę wyjść i nigdy nie wrócić. Cała obolała, bez żadnej pomocy, ze łzami w oczach chodziłam i lulałam. Przy piersi krzyczał, leżąc krzyczał, nic nie pasowało. Dokarmili go butelką. We wtorek rano wyszliśmy ze szpitala. Około godz. 15 byliśmy w domu. Pan K. zrobił obiad. I za chwilę zwinął i pojechał do rodziców. Od taki tatuś. Ja pełna żalu w środku, przyjełam to jakoś. Pierwszy wieczor synek trochę płakał, ale spał w miarę ładnie. Do soboty, wtedy darł się nie samowicie, stwierdziliśmy, że nie mam pokarmu i Pan K pojechał i kupił MM. Dokarmiłam i spał jak suseł, i tak zaczęło się nasze dokarmianie i powolna utrata pokarmu.

 

 


PoróD.

bg1992 30 Sierpień, 2016 13:20 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Chciałam opisać swój poród "na zimno" artykuł pt. "Mamy syna" pisałam jak jescze byliśmy w szpitalu. Gdy minął mi termin porodu (12.kwietnia), zaczęłam jeździć na badania ktg do szpitala. Byliśmy w czwartek, niedzielę i wtorek, nic kompletnie się nie szykowało do porodu. Szyjka zamknięta, na ktg skurczy brak. Ogólnie oprócz tego, że ciężko mi było spać i się przekręcać to nic więcej mnie nie bolało. Może trochę krocze które przygotowywało się na ten wielki dzień. Nie wiedziałam jak długo będzie jeszcze to trwać, próbowałam wszystkiego żeby się tylko już zaczęło. Ani sprzątanie, ani dźwiganie, ani seks. Nic nie pomagało. W czwartek (9.dzień po terminie) wieczorem stawiłam się na oddział, pewna starsza Pani doktor niegrzecznie zwróciła mi uwagę za moją nadwagę, i za to że za późno przyjechaliśmy. Tak naprawdę jak mnie zobaczyła to już wiedziałam że nie będzie miła. Masę papierkowej roboty, czekanie na izbie, wiadomo te co już przyjechały z bólami mają pierwszeństwo. W końcu leżę już na sali, fajnie, sala z łazienką, jednoosobowa. Luksus. Przygotowana byłam na dluższy pobyt bo nie wiadomo było ile będzie trwać takie wywoływanie porodu. Zabezpieczyłam się w książkę, krzyżówkę, zwykłe chrupki, wodę i jabłko. Rozgościłam się, zmierzyli ciśnienie, podłączyli ktg, tętno dość wysokie. Narzeczony był ze mną do godz. 22, zdążyliśmy obejrzeć Kuchenne rewolucje. Pojechał do domu a ja położyłam się spać, było bardzo wygodnie, spało się wyśmienicie. Za oknem las, cisza, spokój. W nocy raz wstałam do toalety. Była godz.6 rano, położna mnie obudziła by zmierzyć ciśnienie, okej może być, mówi do mnie bym poszła do toalety to podłączymy ktg. Więc poszłam, wstałam z muszli, a tu coś dalej leci, w muszli trochę krwi. Wyszłam założyć podpaskę, lecz nie wystarczała, więc myślę okej, chyba odchodzą wody. Przyszła położna więc mówie do niej, a ona dobrze podłączymy ktg i później zobaczymy. Na ktg ciężko było znaleźć tętno, przyszła jedna, druga, lekarka (ta niemiła). Dalej nic. oczywiście ochrzan że to moja wina że się zaniedbałam itp itd... Ogólnie miałam już ochotę wstać i się rozpłakać. I nic. Kazali wstać pochodzić, za chwile zbadali ginekologicznie, jest, wody odeszły, główka napiera, czekamy. Poszłam pod prysznic, zadzwoniłam do mamy, że odeszły mi wody. Pamiętam że miałam łzy w oczach, nie wiem czy z nerwów, czy ze szczęścia. Najgorsze, że byłam sama. Napisałam smsa do narzeczonego, że wody mi odeszły. Myślałam sobie, że pewnie trochę zejdzie zanim coś większego się zacznie.  Znowu podłączyli ktg, dalej się nie pisze nic. Było już chyba z 5osób. Założyli wenflon. Wpadł szef, ordynator, pyta się co oni robią, i tekst" proszę mi przygotować ja do cięcia" ja się wystarszyłam. Cesarka? Położna mówi nie martw się on tak gada tylko. W końcu za chwile zbiegli się wszyscy, jedna zakłada cewnik, druga wenflon, trzecia kroplówke, facet anestezjolog robi wywiad, następna zdejmuje mi łańcuszek i mówi: "nie zdążymy zadzwonić do chłopaka, zrobimy to później. Barierki zapięte, jedziemy na blok, ja w amoku, nie wiem co się dzieje, Byłam przerażona, dalej jestem sama. Dostałam znieczulenie w kręgosłup, po chwili leżę już na bloku, z bezwładnymi nogami. Zaczynają cięcie, jest godz. 7.55 słyszę płacz dziecka, tak to moje dziecko, mój synek, poleciały mi dwie łzy.  CDN...


4mies

bg1992 30 Sierpień, 2016 12:56 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Synuś ma już 4miesiące i 8dni. Jest już bardzo zdolny, tzn robi wieeelkie "hahhahha" gdy robimy "gili gili" :D Dla nas to wielki sukces. Więcej? 19. sierpnia pierwszy obraz obrócił się na brzuszek, SAM!. Od tamtej pory robi to kilkadziesiąt razy dziennie, a że nie lubi leżeć na brzuszku więc co się obróci to zaraz płacz. Mało? Łapie zabawki, świadomie. Tzn podaję mu zabawkę a on ją sięga, jak jest na brzuszku to próbuje przysunąć sobie.  Od miesiąca rozszerzamy dietę, pierwsza była marchewka, potem ziemniaczek, brokuł, banan,  dynia, kalafior, kaszka, no i cholerny zielony groszek przez co synek przepłakał chyba z godzinę przed snem. Strasznie cierpiał a ja razem z nim za to że mu to podałam. Całą resztę wsuwa ze smakiem :) Powoli kończą się wakacje, nie byliśmy jeszcze nad morzem ale mam nadzieję to nadrobić. A jeśli chodzi o ząbki to jeszcze ich nie widać, strasznie się ślini i wszystko gryzie, no i straszny maruda z niego ale narazie cisza.


Synuś SkońCzył 3mies.

bg1992 23 Lipiec, 2016 07:05 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Wczoraj synuś skończył 3mies., miałam zapisać tą datę, ponieważ synek pierwszy raz śmiał się na głos. Wiadomo, do tej pory uśmiechał się, coś tam mamrzył.  Jego nowa umiejętność, cieszy moje serce, ten uśmiech sprawił, że miałam łzy w oczach, prawie się rozpłakałam. Mój mądry i śliczny synek.:)

Z chłopakiem było już lepiej ale nie wiem czy ja umiem tak żyć, bo raz jest dobrze a chwilę później już się psuje. Zawsze rodzice będą ważniejsi niż jego własna rodzina. Wczoraj mi powiedział, a mógł zostać na gospodarce. No tak przecież to ja mu kazałam iść do pracy, a teraz że mają jej dużo to pretensje do mnie.heh


RadośC, Tylko Z Synusia.

bg1992 12 Czerwiec, 2016 09:11 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Synuś ma już 7tygdoni. Rośnie zdrowo, każdego dnia przynosi co raz więcej radości. Już coś rozumie, śmieje się i gaworzy. Z moim partnerem jak zwykle się pasuję. Ostatnio powiedziałam już dość. Nie ma go całymi dniami. Dziecko widzi go tylko wtedy kiedy już zasypia, bo rano wychodzi a późno wraca. A ja jestem sama całymi dniami. Ja naprawdę miałam determinację żeby on się wyprowadzil ponieważ i tak i tak radzę sobie sama. Boje się że on się uśmiechnie a ja odpuszczę. Znowu. Poczekam, zobaczymy jesli nic się nie zmieni. Znowu mu powiem co myślę. Nawet nie myślę o zbliżeniach, poprostu nie mam ochoty. Dlatego jak mnie traktuje.


Bezwarunkowa MiłOść.

bg1992 17 Maj, 2016 10:38 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Bezwarunkową miłością kocham swojego syna. Tak, już wiem, że te pierwsze dni to była wina hormonów po porodzie. Płakałam bo myślałam że tylko ja byłam taką wyrodną matką, zajmowałam się swoim dzieckiem ale nie mogłam powiedzieć że go kocham. Byłam szczęśliwa, ale na swój sposób. Bardziej cierpiałam z samotności,z bólu po porodzie itd... Mówią też na to "Beaby blues". Tak to było to.  A teraz? Miłość do tego dziecka nie ma granic. Jestem wzruszona, kiedy się zaśmieje, kiedy widzę że juz reaguje na głos, patrzy się już widząc pewnie.  Przeraża mnie to tylko jak czas szybko leci. Dziś jest wtorek, a w piątek skończy 4tyg. :) Patrzę na niego, trzymam go w ramionach, jest taki malutki, taki bezbronny, i cały mój, nasz, taka perła. Takie nowe życie, któremu my nadaliśmy początek. A ja jestem matką, jeszcze ciężko w to uwierzyć. :)

 


Dylematy WspóLnego MacierzyńStwa

bg1992 04 Maj, 2016 12:41 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Czuję się co raz lepiej. W piątek skończymy 2 tygodnie. Mama się odbraziła. Także chociaż z tym jest lepiej, chociaż w ciągu dnia mam do kogo buzię otworzyć. Jednak cały czas brakuję mi chłopaka, nie czuję się jakbyśmy byli rodziną. On jest tam, my jestesmy tu. Zbieram się żeby z nim porozmawiać lecz boję się że nie będe miała odwagi bo wiem co by wybrał... Chciałabym się zapytać jak widzi naszą przyszłość.  Jeszcze ja zmagam się z brakiem pokarmu. Wiadomo,że wygodniej jest dać małemu butelkę i wtedy przesypia całą noc lecz źle się ztym czuję że nie mogę wykarmić dziecka. Stres też robi swoje. 


Trudy PocząTkowego MacierzyńStwa

bg1992 30 Kwiecień, 2016 10:52 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Jest mi ciężko. Jesteśmy już z synkiem 4. dobę w domu. Gdy w dzień nie było chłopaka, była mama. Lecz już na drugi dzień się obraziła, myślę że chodzi o to że kilka razy zwróciłam jej uwagę żeby się nie darła bo niech nie zapomina że w domu ma dziecko. Wieczorem było normalnie a na drugi dzień już nie przyszła. Jest mi strasznie przykro. Jestem zupełnie sama. Gdy przez cały dzień nie ma się do kogo odezwać to można psychicznie nie wytrzymać. Normalnie wyszła bym gdzieś na dwór, wsiadła w samochód i pojechała. Lecz niestety jestem uwiązana z dzieckiem w domu. Nie tak sobie wyobrażałam pierwsze dni bycia mamą. W nocy chłopaka tez nie chcem budzić, lecz co z tego jak i tak to ja muszę wstać żeby nakarmić, żeby przebrać. Gdy wczoraj chłopak spędził z nami krótko popołudnie, już zupełnie inaczej się czułam, mogliśmy nie gadać, ale był. Mały akurat cały czas wtedy spał. Zastanawiałam się czy nie dopadła mnie depresja. Dziecko nie sprawia mi radości, wiadomo, tulę, całuję, lulam, karmię,  przebieram. Ale robię to bo muszę, bo nie chcem zrobić mu krzywdy, i nigdy w życiu nie zrobię. Ciężko zranić tak małą istotę. Lecz myślę że i tak on odczuwa to że w środku jest we mnie pełno smutku i żalu, że jestem sama calymi dniami...

Dzisiaj przyjechała siostra z roczną córką, tylko zajrzała do  nas i poszła do mamy. Słyszę jak w mamę wstąpiła radość jak zobaczyła ukochaną wnuczkę. A jej nowy wnuk? Nim już się nie interesuje.  Ogromny żal mam w sobie.


Mamy Syna :)

bg1992 24 Kwiecień, 2016 08:28 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Jesteśmy już po wszystkim. Mamy swojego synka już. Pojechalam na oddział w 9.dniu po terminie w czwartek. Zapewne rano zaczeli by wywolywac. W piątek wstałam i chyba z tego wszystkiego odeszły mi wody. Myślałam że może sie jakos rozkręci. Próbowali robić ktg lecz ciężko im było złapać tętno. Czekaliby, na pewno. Lecz wpadł szef i odrazu nakazał rozwiązać. Byłam przerażona. Starsza Pani doktor która była przy badaniu nie chciała się zgodzić na cięcie. Ale nakazał i w ciągu kilku minut byłam już na bloku. Straszne wspomnienia... Ból, nerwy. Nikt nawet nie wiedział że już rodzę. Byłam psychicznie i fizycznie z tym sama.  Uslyszalam jejego płacz, naszego syna. Poleciały mi łzy. To chyba była najprzyjemniejsza chwila. Późnie pamiętam już duży ból. Mały lezal ze mna a ja nie mogłam sie ruszać, później pierwsze kroki. Ból, ból, ból. Leki działały jak leżałam jak trzeba wstac, mega cierpienie. Dzisiaj juz o 7.55 skończył dwie doby. Nie wiem kiedy wyjdziemy do domu ale liczę że szybciutko. W domu może lepiej zniosę ból. Ale radość z tego cudownego szkraba nie do opisania. 


4. Dzień Po Terminie.

bg1992 16 Kwiecień, 2016 07:45 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Jesteśmy już 4. dzień po terminie. Dalej cisza. Wczoraj byliśmy na badaniu ktg, tam zero skurczy, na badaniu ginekologicznym rozwarcie na opuszek i szyjka zamknięta. Już nie mam sił chodzić, może jeszcze nie tyle chodzić co później usiąść i wstać, wtedy wszystko boli. Myslałam że mi Pani Położna powie że jest porządne rozwarcie i że zaraz rodzimy a tu dalej trzeba chodzić. Jestem już zmęczona tym bólem, ciągłym bieganiem do toalety, budzeniem się w nocy przez bóle bioder.  Jutro będe rozmawiać czy jest sens czekać, mały już 6. kwietnia na usg miał 4kg, to do tej pory też na pewno przybrał więc nie wiadomo czy dam radę sama urodzić lub jak zacznął wywoływać to czy nie będzie mi ciśnienie skakać i zdecydują się na cesarkę jednak. A wolałabym mieć to za sobą. Boję się cesarki ale już ledwo chodzę więc już chyba wolałabym ją mieć i urodzić naszego synka. Już tak bardzo na niego czekamy...


Dzień Terminu.

bg1992 12 Kwiecień, 2016 08:33 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Dalej czekamy, dzisiaj nadszedł ten wyczekiwany dzień, 12. kwietnia, ale naszemu synusiowi się nie spieszy. Jestem już cała obolała, czuję że tam bardzo nisko się rozpycha. Dostałam już skierowanie do szpitala na wywołanie jak będzie tydzień po terminie a nic się nie ruszy. Boję się tego, wolałabym żeby zaczęło się w domu, jechać do szpitala tam urodzić i za dwie, trzy doby do domu. Bo z wywoływaniem jest ciężko, nie wiadomo ile trzeba by było leżeć...a szpitale nie dla mnie. Humory miewam różne, wczoraj wieczorem znowu musiałam się wypłakać, całymi dniami jestem sama, może nie sama ale bez partnera. Wyjdzie rano, wraca bardzo późno. Naprawdę nie wiem jak to będzie z dzidzią, jeśli będziemy już w domu jak on będzie się zachowywał. Czy dalej ważniejsze będą roboty w domu jego rodziców czy ważniejsze będzie jego dziecko. Boję się też tego że jesli się pokłócimy, to będzięmy go sobie "wyrywać".

Przed wczoraj wieczorem złapał mnie strach że to może już poród, ale poszłam się wykąpać i bóle przeszły. Spróbowaliśmy uprawiać sex, ale to też nic nie przyspieszyło. Już jestem niecierpliwa, pomimo strachu chciałabym mieć to już za sobą, nie wiadomo co czeka, to jest taka niewiadoma... :)


40tyg.

bg1992 06 Kwiecień, 2016 06:13 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Wczoraj zaczęliśmy 40tydzień, dzisiaj idę do lekarza i okaże się czy to może już czy trzeba trochę poczekać. Czuję się co raz gorzej, wszystko boli. Normalnie chodzę, mam trochę obowiązków, staram się robić wszystko z umiarem. Ale co nie co jednak trzeba zrobić. Mam trochę jednak żalu do siebie, bo nic tak naprawdę nie odpoczęłam i już nie odpocznę. Jak przychodzą myśli o porodzie, to strasznie się boję, boję się tego bólu, nie panikuje nie wiadomo jak ale wiadomo że mam obawy. Najbardziej że poród zacznie się w domu a ja nie zdążę, albo że zacznie się małym bólem i przegapię to.  Obawiam się tak naprawdę wszystkiego ale to chyba normalne, jak sobie poradzę, jak to będzię. Boję się też że zostanę sama bo zawsze muszę prosić o wszystko swojego partnera, sam nigdy się nie domyśli że coś trzeba zrobić. Dla niego liczą się rodzice i jego rodzinny dom. Nigdy nie będziemy rodziną. Już dzisiaj rano się pokłóciliśmy, powód zawsze jest podobny, w naszym domu ciężko jest mu cokolwiek pomóc ale do siebie to leci jak na skrzydłach. Nie wiem kiedy to będzie normalnie... Powinnam się cieszyć, kipić radością... Zaraz zostanę mamą.


39. Tydzień

bg1992 30 Marzec, 2016 10:41 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Zaczęliśmy 39. tydzień, już powoli wymiękam. Jest ciężko, wszystko boli, krocze się rozchodzi, mały napiera główką. Lekarz stwierdził że jeszcze nie powinnam urodzić ale wiadomo że to nie powiedziane. Jeszcze nie dowierzam, że ten maluszke za chwilę będzie z nami.


35tyg.

bg1992 01 Marzec, 2016 09:44 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Mamy już prawie 35tydzień, godzina zero zbliża się wielkimi krokami. Wszystko gotowe i czeka. Malutki póka, stuka, rozpycha się. Cudowne uczucie, czasami bolesne ale to już końcówka więc trzeba się cieszyć z tych ostatnich chwil. wiem że później to się dopiero zacznie ale ja myślę o tym żeby sam poród przebiegł bez komplikacji. Pierwszy, więc jedna wielka nie wiadoma. Ale myślę pozytywnie.


Powered by LifeType
© 2006 - Design by Omar Romero (all rights reserved)

RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking. Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.