Załóż bloga Zaloguj się



5-O MiesięCzny Syn I Sercowe Rozterki.

bg1992 28 Wrzesień, 2016 12:44 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Synek skończył 5miesięcy, (kiedy to zleciało?). Już robi się z niego mały cwaniak, za to jest bardzo towarzyski, najlepiej jakby ktoś z nim cały czas siedział i bawił się lub na podwórku chodził i spacerował. Ma już spacerówkę więc wszystko już widzi. Zaczęliśmy przygodę z ząbkowaniem, co prawda nic jeszcze nie widać lecz zrobił się marudny i chwilę gorączkował przez trzy dni. Gdy sprawdzałam dziąsła okazało się, że ma opuchnięte ale przy kłach, a nie przy jedynkach. Ale słyszałam, że może być tak, że za nim te kły wyjdą to jedynki zdąrzą się wyrznąć. Dziś siedzimy cały dzień w domku, pogoda brzydka, wieje i pada, w końcu zaraz październik. Wczoraj za to było ładnie i słonecznie, co dzień inaczej.

 

Jakiś czas temu miałam myśli żeby zrobić wpis o dawnej miłości. O co chodzi? Kilkaaa lat temu, przyjeżdzał do  nas pewien chłopak, nazwijmy go A., tzn bardziej do moich rodziców pomagać przy gospodarce. Na początku mnie drażnili (przyjeżdzał z bratem), potem okazało się, że ten brat się we mnie podkochuje, jednak do mnie dotarło, że ja zato podkochuje się w A. tym starszym. Ogólne zamieszanie. Jego brat już wiedział że nic z tego nie będzie, ja liczyłam na to, że A. odgadnie moje uczucia. Zawsze wstydziłam odezwać się pierwsza, starałam się robić "podloty", kręcić się przy nim na dyskotekach, w moim domu. Nic z tego, ja kochałam się w nim do szaleństwa, gdy nie przyjeżdzał kilka dni to ja umierałam z tęsknoty. Rok mijaliśmy się na szkolnym korytarzu, za każdym razem biło mi szybciej serce. Gdy on znalazł sobie dziewczynę, myślałam że umrę ze smutku. Przyjeżdzał później jeszcze jakiś czas ale dotarło do mnie, że nic z tego nie będzie, może żeby wiedział co do niego czuję potoczyło by się inaczej. Wtedy wyobrażałam sobie, że już nigdy nie będziemy razem a gdy on kiedyś będzie się żenił to ja wpadnę do kościoła i go odbiję, całkiem jak w filmach... Od tamtej pory minęło już kilka lat, nasze drogi całkowicie się rozeszły, ja miałam kilku chłopaków, ale zawsze gdzies miałam w myślach A.  On wyjechał za granicę, z dziewczyną, zaczęli planować ślub. Ja też spotkałam swojego mężczyznę, on od początku wiedział, że to nie była miłość od pierwszego wejrzenia, zaczęliśmy się spotykać i uczucie przyszło z czasem. My jesteśmy ze sobą 7lat, więc A. ze swoją znacznie dłużej. Co prawda my jescze ślubu nie planujemy, pomimo, że mamy dziecko. Przyszedł dzień ślubu "mojego" A. byliśmy zaproszeni na wesele. Rodzice poszli, my nie. Zasłaniałam się tym, że już starczy nam tych imprez. Ale jaka była prawda? Przez cały ten dzień czułam się strasznie, powinnam się cieszyć, że mam swojego mężczyzne, mamy dziecko a tu dotarło do mnie, że do tej pory nie myślałam o A. a w dniu jego ślubu wyobrażałam sobie, że to ja stoję u jego boku. Miałam w sobie żal, to była moja pierwsza miłość, pierwsza niespełniona. Nie kocham go, kocham tego co dzielę z nim teraz życie, lecz w sercu zawsze zostanie. Pojechałam po rodziców po weselu, widziałam go, widziałam w koszuli, jako Pana Młodego. Miałam smutek w sobie tego dnia. Do końca życia zostanie cząstka jego w moim sercu, lecz nie wiem czy on się kiedyś o tym dowie. A ja cieszę się, on ma żonę, a ja mam narzeczonego i syna.


Po Porodzie I PowróT Do Domu.

bg1992 08 Wrzesień, 2016 14:14 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Godz. 7.55, mamy syna. Mi poleciały dwie małe łzy, wyobrażałam sobie wcześniej, że będe ryczeć jak bóbr, a tu nie, myślę że nerwy zrobiły swoje. Małego odrazu zabrali, po chwili przynieśli, przyłożyli mi do policzka, pamiętam jego delikatny dotyk buzi i chęć ssania mojej, taki był już głodny :) Co wtedy czułam? Nie pamiętam, było tyle nerwów, że nie wiem sama. Na pewno radość ale i strach co to dalej będzie, że to już koniec pewnej drogi, teraz wchodzę w inną, w roli matki. Położna zabrała go i powiedziała że za kilka minut zobaczymy się na górze. Pamiętam, że moment zszywania dla mnie trwał bardzo długo, widziałam co się działo w lampach i co chwilę zerkałam ile im jeszcze zostało. Strasznie bolała mnie szyja od płaskiego leżenia. Gdy zaczęło działać znieczulenie miałam straszny odruch wymiotny, a nie miałam czym ponieważ w czwartek zjadłam obiad i do rana nic. A następny posiłek to było śniadanie w niedzielę, czyli dwie doby po cesarce. A wracając na blok, gdy usłyszałam, że już koniec, ucieszyłam się. Przełożyli mnie na drugie łóżko, i jadę...widze tylko twarze z boku łóżka i kasetony na suficie. Najpierw jechaliśmy windą. Taki bezwład to było straszne uczucie, czułam tylko ręce. Wjechałam na swoją salę, małego odrazu przyłożyli mi do piersi, ja miałam zakaz ruszania się. Pomagali mi go przekładać i zmieniać podkłady. Około godziny 14. przyjechała mama z siostrą, obie miały łzy w oczach. :) Jedyne słowa które mnie zobalały to tekst narzeczonego: "to może ja już dziś nie będe przyjeżdzał skoro jest już ktoś", jak można nie chceć przyjechać zobaczyć własne dziecko? Do tej pory mam nadzieję, że on wtedy żartował. Ja chyba bym zrobiła wszystko by móc jak najszybciej przyjechać do własnego dziecka, a jemu udało się dopiero ok godz 18.30. O godz. 16. pierwszy raz wstałam, ból okropny, nie porównywalny do niczego. Gdy wstałam chlusneła ze mnie krew, salowe śmiały się że one są przyzwyczajone a ja czułam się skrępowana. Poszłam pod prysznic, salowa mi pomogła się umyć i przebrać w czystą koszulę. Każde następne wstanięcie to był okropny ból, myślałam sobie, że z każdym dniem będzie lepiej. Tatuś przywiózł bukiet kwiatów, nie bał się wziąć pierwszy raz na ręce. Pierwsze dwie noce synek przespał elegancko, co prawda w moim łóżku, więc ja o wyspaniu nie miałam co mówić ale nie było źle. A noc trzecia i czwarta, to był ciągły płacz do rana, strasznie, miałam ochotę wyjść i nigdy nie wrócić. Cała obolała, bez żadnej pomocy, ze łzami w oczach chodziłam i lulałam. Przy piersi krzyczał, leżąc krzyczał, nic nie pasowało. Dokarmili go butelką. We wtorek rano wyszliśmy ze szpitala. Około godz. 15 byliśmy w domu. Pan K. zrobił obiad. I za chwilę zwinął i pojechał do rodziców. Od taki tatuś. Ja pełna żalu w środku, przyjełam to jakoś. Pierwszy wieczor synek trochę płakał, ale spał w miarę ładnie. Do soboty, wtedy darł się nie samowicie, stwierdziliśmy, że nie mam pokarmu i Pan K pojechał i kupił MM. Dokarmiłam i spał jak suseł, i tak zaczęło się nasze dokarmianie i powolna utrata pokarmu.

 

 


Powered by LifeType
© 2006 - Design by Omar Romero (all rights reserved)

RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking. Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.