Załóż bloga Zaloguj się



PoróD.

bg1992 30 Sierpień, 2016 13:20 Kategoria główna Stały link Trackbacki (0)

Chciałam opisać swój poród "na zimno" artykuł pt. "Mamy syna" pisałam jak jescze byliśmy w szpitalu. Gdy minął mi termin porodu (12.kwietnia), zaczęłam jeździć na badania ktg do szpitala. Byliśmy w czwartek, niedzielę i wtorek, nic kompletnie się nie szykowało do porodu. Szyjka zamknięta, na ktg skurczy brak. Ogólnie oprócz tego, że ciężko mi było spać i się przekręcać to nic więcej mnie nie bolało. Może trochę krocze które przygotowywało się na ten wielki dzień. Nie wiedziałam jak długo będzie jeszcze to trwać, próbowałam wszystkiego żeby się tylko już zaczęło. Ani sprzątanie, ani dźwiganie, ani seks. Nic nie pomagało. W czwartek (9.dzień po terminie) wieczorem stawiłam się na oddział, pewna starsza Pani doktor niegrzecznie zwróciła mi uwagę za moją nadwagę, i za to że za późno przyjechaliśmy. Tak naprawdę jak mnie zobaczyła to już wiedziałam że nie będzie miła. Masę papierkowej roboty, czekanie na izbie, wiadomo te co już przyjechały z bólami mają pierwszeństwo. W końcu leżę już na sali, fajnie, sala z łazienką, jednoosobowa. Luksus. Przygotowana byłam na dluższy pobyt bo nie wiadomo było ile będzie trwać takie wywoływanie porodu. Zabezpieczyłam się w książkę, krzyżówkę, zwykłe chrupki, wodę i jabłko. Rozgościłam się, zmierzyli ciśnienie, podłączyli ktg, tętno dość wysokie. Narzeczony był ze mną do godz. 22, zdążyliśmy obejrzeć Kuchenne rewolucje. Pojechał do domu a ja położyłam się spać, było bardzo wygodnie, spało się wyśmienicie. Za oknem las, cisza, spokój. W nocy raz wstałam do toalety. Była godz.6 rano, położna mnie obudziła by zmierzyć ciśnienie, okej może być, mówi do mnie bym poszła do toalety to podłączymy ktg. Więc poszłam, wstałam z muszli, a tu coś dalej leci, w muszli trochę krwi. Wyszłam założyć podpaskę, lecz nie wystarczała, więc myślę okej, chyba odchodzą wody. Przyszła położna więc mówie do niej, a ona dobrze podłączymy ktg i później zobaczymy. Na ktg ciężko było znaleźć tętno, przyszła jedna, druga, lekarka (ta niemiła). Dalej nic. oczywiście ochrzan że to moja wina że się zaniedbałam itp itd... Ogólnie miałam już ochotę wstać i się rozpłakać. I nic. Kazali wstać pochodzić, za chwile zbadali ginekologicznie, jest, wody odeszły, główka napiera, czekamy. Poszłam pod prysznic, zadzwoniłam do mamy, że odeszły mi wody. Pamiętam że miałam łzy w oczach, nie wiem czy z nerwów, czy ze szczęścia. Najgorsze, że byłam sama. Napisałam smsa do narzeczonego, że wody mi odeszły. Myślałam sobie, że pewnie trochę zejdzie zanim coś większego się zacznie.  Znowu podłączyli ktg, dalej się nie pisze nic. Było już chyba z 5osób. Założyli wenflon. Wpadł szef, ordynator, pyta się co oni robią, i tekst" proszę mi przygotować ja do cięcia" ja się wystarszyłam. Cesarka? Położna mówi nie martw się on tak gada tylko. W końcu za chwile zbiegli się wszyscy, jedna zakłada cewnik, druga wenflon, trzecia kroplówke, facet anestezjolog robi wywiad, następna zdejmuje mi łańcuszek i mówi: "nie zdążymy zadzwonić do chłopaka, zrobimy to później. Barierki zapięte, jedziemy na blok, ja w amoku, nie wiem co się dzieje, Byłam przerażona, dalej jestem sama. Dostałam znieczulenie w kręgosłup, po chwili leżę już na bloku, z bezwładnymi nogami. Zaczynają cięcie, jest godz. 7.55 słyszę płacz dziecka, tak to moje dziecko, mój synek, poleciały mi dwie łzy.  CDN...


komentarze


Dodaj komentarz

Dodaj komentarz
 authimage

Powered by LifeType
© 2006 - Design by Omar Romero (all rights reserved)

RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking. Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.